środa, 25 grudnia 2013

ukryć Dziecię, bezcenny skarb

Do napisania tej notki zainspirowały mnie 2 artykuły na deonie. Pierwszy o. Jakuba Kołacza  a drugi Arka Recława. Nie, to nie jest kryptoreklama deonu, raczej zademonstrowanie siły inspiracji i tego, jak niby "zwykłe" teksty mogą nas (a przynajmniej mnie) poruszyć i dać coś, cokolwiek do myślenia.

Po pierwsze- w tym grudniowym pędzie, który miał być dla mnie inspirującym, zabrakło czegoś. Zabrakło chodzenia na roraty, tego, żebym zrealizowała wszystkie postanowienia adwentowe. Żebym chociaż raz zmobilizowała się do wstania przed 6. Lenistwo, zakłócenia początkowogrudniowe i miałam wystarczający stek wymówek by nie iść. Śmiać mi się z tego teraz chce ;) Ale takie ludzkie myślenie "na teraz, na chwilę obecną, olać przyszłość, spróbuj lajtowej wersji carpe diem" i wyszło to co wyszło. Nie zmienię tego, ale mam nauczkę. Kolejną zresztą ;)
Niby nie powinno tak być. Ale gdy człowiekiem władają emocje (nie uczucia, emocje) to wtedy się nie zastanawia, tylko dalej robi to co mu w danej chwili przychodzi do głowy. Nie myśli bardziej przyszłościowo, bo po co w sumie. Z tym, że życie bez celu, mija się z celem ;)

Po drugie- tak. Bóg Nas zaskakuje. Coraz bardziej tego doświadczam u siebie w życiu i na podstawie tego, co mówią mi moi bliscy. Coraz bardziej uwrażliwiam się na naturę drugiego człowieka (Boże, czemu nie znajdę pracy w zawodzie nr 1, który jest mi pisany i muszę tzn. chcę studiować by mieć zawód nr 2, który też [chyba] jest mi pisany?)  i te odkrycia i obserwacje, których doświadczam, są coraz bardziej zaskakujące. Niektóre mnie przerażają, a niektóre wręcz przeciwnie- są balsamem dla mojej duszy.
Coraz bardziej Go doświadczam, widzę, czemu dzieje się tak a nie inaczej. I dobrze. Mam wrażenie, że moja wiara powoli się tak krystalizuje. Zresztą nie tylko wiara. Ale też parę innych, bardzo fajnych relacji, rzeczy i sytuacji.  I mam pewność, że większość z nich jest z grafenu* a nie z grafitu ;)

Po trzecie- teraz nie odwołując się do żadnego z tych tekstów, tylko do moich przemyśleń. Jeżeli dojdzie się do szczęścia a przynajmniej do względnej  i całkiem przyzwoitej równowagi psychicznej, nagle dostrzegamy, że coś jest nie halo. Jak to, przecież musi dziać się coś w naszym życiu, coś, co nie pozwoli utrzymać nam tej równowagi! Przecież to jest takie nienaturalne, że jesteśmy szczęśliwi i zadowoleni z życia i, że śmiejemy się sami do siebie na ulicy (tak, a ludzie idący obok mają nas za wariatów, jakie to dziwne, co nie? :D ). Ile razy sama usiłowałam sobie wciskać jakieś smutki, żale i powody do zmartwień, mimo, że nie było ich naprawdę tak dużo, albo nie były takie poważne? Ale teraz dość. Co tam, że palce mam zalane spirytusem gencjanowym ( klik! ), że kombajn z matmy i, że (o zgrozo!) muszę zacząć uczyć się na egzamin z informatyki bo nie chcę mieć tej macareny w plecy (Boże ześlij mi jakiegoś dobrego, znajomego programistę, co bym miała na przyszłość jakieś znajomości). Wydaje mi się, że obecnie media i w ogóle nasze otoczenie, tak nas nakręca, abyśmy starali się szukać dziury w całym. Nie zaprzeczam, są często duże dziury, które musimy załatać, ciągle napotykamy kamienie i kamyczki na swojej drodze, no ale... Chodzi mi o to, że nie można dawać sobie wciskać kitu, że jest się nieszczęśliwym, gdy tak naprawdę, jest całkiem na odwrót. Czasem może nie całkiem, ale mało jest ludzi, którzy mają po 100% wszystkiego. I ja sama taką osobą nie jestem. Z tym, że te mniejsze stawki procentowe trzeba przyjąć, czasem niestety się z nimi pogodzić (odstawienie teiny i kofeiny było bolesne, tak samo jak parę innych wyrzeczeń, ale za to wzorcowe wyniki tsh i ft były znacznie bardziej bezcenne!) albo pozwolić sobie pomóc.
O tym i tak pójdzie notka cała, bo teraz chciałam tylko tak krótko do tego nawiązać.

Po czwarte- odwołując się do artykułu Recława- te święta uświadomiły mi jaką magię mają naprawdę symboliczne prezenty. Czy jest to taki amulet (działający <3 ) i kartka z Norwegii, czy też epickie skarpety (a w dodatku jakie ciepłe <3 ) i przepyszna owocowa herbata, z czego to wszystko okraszone lakierami do paznokciami (coście się uparły na te czerwone i bordowe to nie wiem, ale i tak Was kocham i będę rozkminiać czemu takie a nie inne) i przecudnym misiowatym swetrem. Olać iphony i tablety, takie symbole (jak i również columbus z Hawaii, na który czekam z utęsknieniem) są o wiele piękniejsze. I uświadomiły mi w tym roku, jak mocno kocham Was jak siostry i to, jak dobrze mnie znacie, i to, że jesteście najwspanialsze. I tak już pozostanie. I koniec kropka, bez dyskusji!


Cytat w tytule pochodzi z mojej najukochańszej kolędy. Nie jest to standardowa, należąca do kanonu, tylko ta z Metra. Wspaniały tekst i wykonanie. I mimo, że może być lekko spoganiona, to i tak ją uwielbiam. Zdecydowanie.
Ale moja miłość do Metra jest bezkrytyczna, więc to może też dlatego ;)

Jeszcze nie wiemy, co nam przeznaczone
I choć przeczucia czasem dręczą złe
Ojciec Niebieski weźmie nas w obronę
I znowu Anioł zjawi się we śnie.

uciekamy, uciekamy

*grafen- nie mogłam się powstrzymać od nanoaluzji. Jest to czwarta, "najmłodsza" odmiana alotropowa węgla; jedna cienka warstwa (o grubości rzędu jednego atomu) jest o wiele mocniejsza niż stal i o wiele bardziej wytrzymała, ale też elastyczna i umożliwiająca robić różne fajne dla nanotechnologów rzeczy. Nie jest tak krucha i miękka jak grafit i bardzo dobrze przewodzi prąd.
I nie znajdziecie o nim info na ściągach.pl itp. Tylko ewentualnie w wykazie noblowskim z 2010 roku ;)

2 komentarze:

  1. Co do tego grafenu - prawdziwa nauka zaczyna się tam, gdzie kończą się możliwości wikipedii, ściągi itp. Gratuluję wejścia w wyższy poziom wtajemniczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow ;) Pisanie coraz lepiej Ci wychodzi, trzymaj tak dalej ! - czasem nawet nakłania do refleksji. - Jestem z Ciebie taak bardzo dumna :)

    OdpowiedzUsuń