czwartek, 5 grudnia 2013

dzimno.

Tak właśnie. Piździ jak cholera, kończą mi się długie skarpetki (nie ma takiej opcji, że będę biegać w tzw. kostkach do tego mojego sportowego obuwia) i wypłata nagle mi się skurczyła do połowy. Tak, szalone 2dni, nie powiem.

Wczoraj z panną W. stwierdziwszy, iż trzeba zrobić coś szalonego w ramach terapii odstresowującej, mój naturalny blond (który wg niektórych jest już na wymarciu) został pochłonięty przez brązową papkę, która po pół godzinie (*45min, bo trza doliczyć perfekcyjne, pionierskie nakładanie panny W.) dała efekt zdecydowanie ciemniejszy niż na opakowaniu. I tak spierze mi się jej nadmiar tak w przeciągu tygodnia, ogólny efekt jest zadowalający (a nawet bardziej niż zadowalający).

Przed chwilą ktoś wrzucił na fb vimeo do jednego z odcinków rekolekcji adwentowych "Wilki dwa". Mało co ostatnio do mnie trafia, bardzo mało. Nawet nie byłam w stanie się zmotywować do pójścia na roraty w tym tygodniu (bo koło z matmy, bo nie mam siły psychicznej, bo mam doła po rozstaniu, bo panna W. nocowała i po przegadanej nocy nie miałam siły ani chęci wstawać z łóżka, ciekawe co jutro wymyślę?). A tutaj proszę, mocne i dobre słowo o tym, że w sumie człowiek wierzący to ten, który wierzy w niemożliwe. I to dosłownie na wszystkich płaszczyznach.
Dlatego staram się pomóc swojej wierze, w tym, by jeszcze mocniej wierzyła. Nawet w takich pierdołach jak zaliczenie sprawdzianu z matmy, poprawy analitycznej (ahhh <3 ) a kończąc na o wiele poważniejszych sprawach.

Chciałam jeszcze napisać o tym, że znowu obracam się o jakiś tam kąt pod względem podejścia do świata, podejścia do ubioru i samej siebie.

Ale żeby nie było tak wesoło, to i tak tegorocznego sylwestra, spędzę zapewne z dwoma 3pakami desperadosów (jako samotniczka powinnam z winem, ale mimo wszystko, o wiele bardziej wolę ten pierwszy nektar), stosem żarcia i filmami. Jakie to przykre ;)

A teraz czas na kolejną owocną nockę z etrapezem. Jak niewiele trzeba, aby w końcu zrozumieć sens matematycznych przekształceń przy granicach. Szkoda, że nie chciało mi się przysiąść wcześniej.

a my idźmy do źródła samej rzeki, póki jeszcze istnieje cel

2 komentarze:

  1. Desperadosy? Ja tam wolę gin ze Spritem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdybym do czego kolwiek przysiadła szybciej nie musiała bym nocy zarywać...
    ZNam ten ból ale mam chyba za dobre serce, bo pierw zajmuje się ludżmi zawalając swoje sprawy..
    dytaa

    OdpowiedzUsuń