wtorek, 3 grudnia 2013

gruudzień!

Tak, tytuł jest niezwykle odkrywczy. Ale szczerze powiedziawszy o wiele bardziej lubię grudzień (mimo tych wszędobylskich mikołajów na wystawach już teraz) od listopada. Z pierwszymi mrozami przychodzi takie otrzeźwienie umysłu i po listopadowym dole, mogę zacząć się wdrapywać po mojej równi, ale w górę, a nie spadać w dół. Powietrze jest takie lżejsze, jakby razem z mrozem i zamarzniętymi nogami i palcami, zamarzały również różne głupie myśli. Przynajmniej takie mam doświadczenie dzisiejszego spaceru po zajęciach z Kinią. I  w sumie nawet wolałam wracać z buta praktycznie z Bulwarów niż jechać tramwajem, gdy ruszyła na swoje zadupie.
Jakoś tak, grudzień zawsze dawał mi trochę więcej siły i energii by się ogarnąć. Taki ożywczy mróz i zimno. I łatwiej może jest funkcjonować w takich temperaturach, a na pewno ciężej złapać dołka jakiegoś. Pomijając wychodzenie spod koca, po 40min leżenia i czytania książki.
Łatwiej jest. I nie jestem aż tak drażliwa, pomijając hormonalne huśtawki, będące trochę wbrew mojej woli.

Koło z podstaw chemii elegancko zaliczone, teraz modlę się by zaliczyć albo fizę (eeee?) albo matmę (EEEEEE?) w pierwszym terminie, jednocześnie zaczynam cisnąć granice. I zdecydowanie polecam zadania z całkami, liczbami urojonymi i kropkami nad x oznaczającymi pochodne <3
I coraz bardziej lubię te parę osób z mojej grupy, z którymi idzie naprawdę dobrze koegzystować.

Nadal kminię czy wycieczki do OTU mają sens. Wszystko rozstrzygnie się w przyszłym tygodniu.

Porzuciłam glany. Jakoś wyszło, że i tak myślałam o tym, ale dopiero pewne popchnięcie zmotywowało mnie od tego. Od razu lżej się chodzi (rany, moje pierwsze aż tak sportowe buty od 5lat! nie wliczając oczywiście trampek). Lżej się chodzi i czuję wewnątrz taki powiew świeżości i chęci do zmian na lepsze. Może to też kwestia grudnia, ale jednak.

I cieszę się, że w sobotę wygraliśmy walkę z lenistwem i ruszyliśmy na koncert Luxtorpedy. Było kapitalnie (wiem, że na następnym będzie jeszcze lepiej) i pomijając, że kaleka musiała źle stanąć i połowę koncertu ledwo stała i tak było świetnie.

ja też Cię bardzo kocham, tylko trochę autystycznie

2 komentarze:

  1. A co jesli Twoje glany teraz płaczą po kątach? :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Powietrze jest takie lżejsze, jakby razem z mrozem i zamarzniętymi nogami i palcami, zamarzały również różne głupie myśli. - tego i ja bym z chęcią doświadczył.
    Porzuciłam glany. Jakoś wyszło, że i tak myślałam o tym, ale dopiero pewne popchnięcie zmotywowało mnie od tego. - chyba nie ma takiej mocy, bym ja to zrobił. Może mam serce z metalu? A może sam jestem tylko miedzią pokrytą patyną? Nie wiem.
    Wiem jedno. Dobrze, że się Tobie układa.

    OdpowiedzUsuń