Tydzień straszny, zjechane 2 koła (co się będę przejmować... :) ) i odbijająca mi szajba.
Listopad był jednak dennym miesiącem, jak co roku. Najwięcej bezsensownych afer i kłótni, zmarnowanego czasu (internecie oddaj mi go!) i pieniędzy na pierdoły (no dobra, żarcie poprawiające humor). Z drugiej strony mam miesiąc, w którym zaczęłam intensywną pracę nad sobą. Autentycznie robię postępy, kasując połowę smsów przed ich skończeniem i wysłaniem. Nie wszystko idzie tak jakbym chciała, ale dzięki anielskiej cierpliwości mojego Mężczyzny jakoś, opornie bo opornie, zaczynam walczyć z narwaństwem i byciem nerwusem. Co prawda dar łez uruchamiał mi się chyba o kilka razy za dużo, ale jest z tego morał na następne dni, tygodnie, miesiące. Mam też nadzieję, że nie zdechnie mi to, co krok po kroku, powoli i misternie staram się w sobie zmienić.
Chociaż nie powiem, jest chwilami ciężko. I to bardzo.
Liczę jednak na to, że jutrzejszy koncert Luxtorpedy i ten Adwent wniesie trochę więcej energii w moje życie, więcej chęci, energii i motywacji.
Liczę też na otrzeźwienie. Po prostu.
A teraz o trochę bardziej przyziemnych rzeczach.
Herbata porzeczkowa czeka, książka Jodi Picoult, zaś później romantyczny wieczór w moim ulubionym trójkącie (i niestety nie mam tu na myśli P. mnie i Gry o tron) pt. Asia, pan Stasiu i poniedziałkowe kolokwium z matmy. Bleee.
A i popadamy w paranoję świąteczną, pt karp w carfie za 9zł. Najgorsze jest to, że jutro w dzień wolny od pracy, muszę jechać do molo, właśnie po to coś, o fuj :O Mogłabym się rozpisać o tym (po wczorajszym dniu w pracy) i byłby z tego niezły wywód. Ale to zostawię sobie na później, w grudniu przed świętami i w Wigilię, gdzie będę miała tego po prostu DOOOŚĆ.
Chociaż fakt, wczoraj bombki już się tłukły ;)
I chyba zainwestuję w jakąś mocną szamponetkę ^^
Twoja modlitwa złapała Go w sidła, teraz jestem wolny tak jak Ty
szamponetka? jaki kolor? ;D
OdpowiedzUsuń