niedziela, 2 lutego 2014

sesja okiem kota

Z góry ostrzegam, że jeżeli nie masz ochoty na czytanie moich pierwszych wrażeń spowodowanych pierwszą w życiu sesją, nieco dziwnych refleksji i ciut szalonych wniosków, to z całego serca radzę Ci wyłączyć kartę i dalej pofejsić lub pokwejkować :)

1. Organizacja.
Za każdym razem jak wchodzę na fb zrobić tzw. szybki przegląd widzę posty PUM-owców albo US-owców pt. jak epicko, że skończyliśmy już sesję! Jak zajebiście się nam bawiło wczoraj w pinokiu, w końcu mogliśmy się zresetować i odpocząć! A teraz mamy miesiąc na obijanie się! Szczerze? Ciśnie mi się na usta jedno słowo, które w języku hiszpańskim oznacza krzywą lub zakręt. Powiedzmy sobie uczciwie- tak do grudnia mało mieliśmy kolokwiów (no dobra, wejściówki z informatyki co tydzień były) a potem jak wróciliśmy 7 stycznia to jeden nieustanny maraton od początku. I zero terminów zerowych :) Wiem, że każda uczelnia ma inny system, ale nie rozumiem tego, czemu mój najukochańszy ZUT nie mógłby przesunąć wszystkiego chociażby jeden tydzień do przodu. Byłoby to i przyjemniejsze dla nas (2tygodnie wolnego brzmią chociaż jak ferie, ale tydzień, tydzień? Jednemu kumplowi z roku z Podkarpacia na dobrą sprawę nie opłaca się wracać do domu ;) ) i dla szanownych władz uczelni. Ale to moje bardzo skromne i mało liczące się zdanie :)
I tak, wiem, że PUM ma więcej nauki niż my ;)

2. Bieżąca nauka
Maturalne wakacje rozbestwiły mnie na tyle, że zapomniałam o względnie regularnej nauce. Pomijając oczywiście Ewerta, dzięki któremu zdążyłam przez ten semestr znienawidzić matmę, polubić ją na nowo, znowu znienawidzić i tak nieustannie od początku października. A i tak regularna nauka nie oznacza, że podejdę do egzaminów (jeden to za mało, jeden to za mało, jeszcze ze dwa by się chciało!) bo przecież ciągle przegrywam z geometrią analityczną (ale to raczej skutek mojej zbytniej pewności siebie a jednocześnie skrajnej tępoty. Nie wszyscy muszą mieć wyobraźnię przestrzenną :) ).

A, że niestety el Ewerto nie pozwolił mi się skupić na czymś innym, to wszystko inne leciałam tak lekko na hardkora. Trochę poskubałam nano, materiały itp ale nie było tego za wiele. W efekcie ocknęłam się, że przecież za tydzień mam egzamin z podstaw chemii. Także teraz modlę się o to by mój mózg nie wyparował (awww jutro zaliczenie ćwiczeń z fizy, awww).

Obiecuję sobie przeglądanie wykładów na bieżąco, uczenie się też (jestem pewna, że niektórzy właśnie wybuchają śmiechem) , żeby nie ocknąć się z ręką w nocniku w czerwcu :)

3. Przeżywanie sesji
Tak na początku stycznia stwierdziłam, że coś jest ze mną nie halo. Bo po pierwsze nie panikowałam jak głupia przed każdym jednym kolokwium (tylko po cichu liczyłam na to, że jednak zaliczyłam) bo wiem, że stres szkodzi zdrowiu itp itd (pisałam o tym wcześniej, przy okazji bólu tyłka). Po drugie sporo pracowałam nad takim chłodnym dystansem i nie spinaniu się ze wszystkim i to też miało swój wydźwięk w ostatnim czasie. Może nie tak duży, jakbym chciała, ale jednak. Nerwy są już powoli (ja nadal wierzę w to, że zaliczę matmę w drugim terminie :D ) i aż nie chcę wiedzieć co będzie się działo od czwartku.

A już nawet nie wspominam o przeżywaniu sesji na fb. Czasem można się pośmiać. I to bardzo. A czasem szkoda komentarzy aż na niektóre publiczne histerie.


Pomijając sesyjne wywody, chciałabym jeszcze raz życzyć Malffu wszystkiego co najlepsze i co by Ci wungla na tym Ślunsku nie brakło i co by czas do 20.02 nam szybko zleciał! <3


I bawcie się dobrze, jak mi się poszczęści to pojawię się przed walentynkami życia (IB i SOLID, żyć nie umierać <3 ) .

stare, ale jednak hmm jare

3 komentarze:

  1. Ucz się ucz, bo nauka to do potęgi klucz! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po Twojej sesji i tak świętujemy, bo na pewno będzie co ! :D :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli jesteś w stanie wyobrazić sobie gołego faceta w trójwymiarze, to masz wyobraźnię przestrzenną :) :P

    OdpowiedzUsuń