Dzisiaj otumanione satysfakcją i radością zdania na II semestr łaziłyśmy z Kinią po parku przy starej chemii (spaczenie psychiczne, po co iść dalej, skoro obserwowanie najukochańszego wydziału jest tak fascynujące i inspiruje do działania). W dodatku z dobrymi energetykami w łapach więc radość i ekscytacja były przeogromne. I stwierdziłyśmy niezwykle ważną rzecz. Bo w sumie co z tego, że zaliczamy analizę (awww i ta cholerna matmaI i 1/4pkta..) i być może podstawy chemii w drugim terminie, skoro, po podsumowaniu (które zapewne skończymy jutro, ale już w trakcie upajania się etanolem) stwierdziłyśmy, że ten I semestr był dobry. Że mimo wszystko, zwłaszcza w ostatnich dniach wydarzyło się wiele rzeczy, które przede wszystkim upewniły nas w tym, że podjęłyśmy dobrą decyzję odnośnie studiowania nanotechnologii. Że mimo ogromnego stresu i rozryczanych ostatnich kilku dni, to wszystko tak naprawdę miało sens.
To nie zaliczanie w pierwszych terminach jest ważne. Ważne co się wyniesie z tego wszystkiego. Ten I semestr był dla mnie ogromną szkołą życia, którą uświadamiam sobie tak naprawdę teraz. I jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co i jak na mnie wpłynęło.
Co z tego, że ustne z Ewim mam przełożone na marzec. Przynajmniej się do nich nauczę. Przynajmniej jesteśmy pierwszym rocznikiem, który jak przewali ustne, to nie musi jeszcze raz pisać zadań.
I wiem też, że co jak co, ale grupa (rok) nam się naprawdę udał.
W sumie są rzeczy ważne i ważniejsze. Wolę uzupełnić tę cholerną kartę braków, ale mieć świadomość nauczki, którą oberwałam w tym czasie. Nauczki to może nie, ale sporego kopa. I to tego pozytywnego.
W końcu krzaki są takie fajne, że aż przejadę się na nie po raz nty <3
Reszta w weekend. Tzn. raczej w sobotę/niedzielę.
Jutro zasłużone odreagowywanie z Kinią. Najbardziej mnie cieszy to, że jesteśmy bez planu i pójdziemy na totalnym spontanie :)
I, że to pierwsza i nie ostatnia taka nasza wyprawa <3
Chciałbym móc wypowiadać się tak pozytywnie o całokształcie studiowana. Mnie życie akademickie uczy, że: wykładowcy, to ludzie nieżyciowi i odrealnieni. Na uczelni jak nie kłamiesz, nie wygrywasz. Jeśli jestem w błędzie, uczelnia mnie z niego nie wydobędzie. W skrócie; nie warto liczyć na pomoc, uczelnia uczy liczyć na samego siebie i nie ufać przełożonym. Może właśnie dlatego żałuję, że nie poszedłem domagać o szklenie w WP i potem o wakat i szkołę podoficerską. Tam z założenia źle się traktuje ludzi, ale przynajmniej wiesz, że masz na kogo liczyć w kłopocie !
OdpowiedzUsuń