czwartek, 27 lutego 2014

I remember Mama said

Najfajniejsze w nauce matmy jest to, że jak się już na maksa wnerwiasz, to zawsze z kartek z zadaniami możesz porobić kulki i nimi porzucać. W ściany na przykład. Albo z siłą, która potrąci Twój kosz na śmieci na tyle, że wyleci z niego 20 innych kulek.

A i przy okazji to będą kulki z pomiętymi początkami sprawozdań na jedne z czterech laboratoriów w tym semestrze. I będą śladami po ataku szału spowodowanym tym, że znowu nie wychodzi mi nic związanego z przebiegiem zmienności funkcji.

No i nie zapomnijmy o tym, że w tych kartkach będą też bluzgi na kogoś kto uznał, że przecież tak dobrze dogadamy się z dziewczętami z ZiIP. Zwłaszcza na wfie.

A i jakże mogłabym zapomnieć- będą też bluzgi na tępotę ludzi, z którymi musisz współpracować.
Życie jest takie przykre.


Ten semestr będzie ciężki. Ale będzie też epicki. Bo mimo, że są w naszej grupie pewne niedociągnięcia (niektóre ogromne;) ) to i tak kocham tych ludzi i pierwszy raz czuję, że mam zżytą klasę/rok. Co było widoczne zwłaszcza na wczorajszym wfie <3

Mam dużo pozaczynanych wpisów. Jak ponadrabiam zaległości dziekanatowe (tak dużo papierologii, a fe!) to w końcu je poumieszczam.

A tymczasem- my Mama said. Apropo cytatu tak jeszcze- powtórzę po raz nty- mam najlepszą Mamę na świecie, jaaaj <3 

1 komentarz:

  1. Ten post jest genialny :D Dawno się tak nie uśmiałam jak teraz czytając o tych papierowych kulkach :D
    Może Twoim powołaniem jest zostanie koszykarką? :D Ale w sumie to dobry sposób na odreagowanie :D
    No ja Ciebie podziwiam bo II semestr gdzie jest masa nauki + starostwo to jest bardzo odważne, ale do ambitnych świat należy :) ~hawaii

    OdpowiedzUsuń