Z każdym kilometrem ucieka każda troska, każdy ból tyłka który miałam w Szczecinie. Z każdym metrem czuje się coraz lżejsza. Im dalej od domu tym moje ciało pozbywa się tego bólu żył, tego klucia i igiełek. Nawet łatwiej mi się oddycha. Zostawiam za sobą ciężar uczelni, kerfura, zmęczenia, bałaganu w głowie. Witam świętowanie spotkania z przyjaciółką, celebrowanie odpoczynku i nabieranie sil witalnych. Odkopię część Aśki, która zakopała się pod sterta zmęczenia, pod oparami chorej perfekcji, pod naciskiem wielkich wymagań do samej siebie i nie dania sobie możliwości, aby popełnić błędy. Daję sobie szanse na regenerację psychiczną. Na to aby spędzić dobry czas z Malwiną, abyśmy napełniły się obie siłą i energią. Abyśmy po raz kolejny dolały cementu do naszej relacji i polały go wodą. My nie odpuszczamy, gdy my nie dajemy rady to Bóg nam daje siłę i moc do działania.
Jeżeli On jest z nami, to któż przeciwko nam?
Jest dobrze.
Nie warto rozkminiać nad tym, jak się zmieniamy. Warto je dostrzegać, a potem pozwolić, by poruszały w nas kolejne zmiany. Te na lepsze.
Po 2 dniach mówię, z ręką na sercu, że jest wspaniale.
Po prostu, tak samo z siebie. Nie trzeba wiele, aby powróciły stare dobre nawyki, aby zaliczyć kolejne dni bez danej rzeczy, aby znowu zacząć nosić te ciuchy, w których na serio czuje się dobrze (gliwickie lumpy, polecam!).
W każdym razie odległość zmienia perspektywę. Bardzo zmienia. I gdybym miała kasy jak lodu, to przyjeżdżałabym tu zdecydowanie częściej.
Wyjazdy dają bardzo dużo. I mimo, że ten czas leci zdecydowanie zbyt szybko, to jestem naprawdę szczęśliwa.
Szczęśliwa bo pieseł, bo welcome to the Russia (tak, dziwne życiowe filozofie zawsze na tak) i ogólnie, bo wyjazd.
takie dobre o każdej porze dnia i nocy <3
Takie wpisy przyjemnie czytać <3
OdpowiedzUsuń