środa, 16 lipca 2014

napisałam

Napisałam długi post ze strumieniem moich myśli.
I go nie opublikuję. A co mi tam!
Nikt nie musi wiedzieć, co siedzi mi w głowie tak naprawdę.
Tylko mam nadzieję, że nikt mi nie shakuje blogspota i się do tego nie dorwie.

Nie wiem jak przeżyję następny miesiąc z taką śladową ilością gotówki na koncie.
Nie wiem, jak uda mi się zatem zrealizować plany odtruwania się (o tarczycowa dieto, czemu jesteś taka burżujska?! ).
Nie wiem też jak uda mi się zwalczyć lenistwo i chęć nadrabiania tylko i wyłącznie zaległości filmowych  (po co oglądać klasyki, lepiej dwusetny raz obejrzeć Dirty Dancing 2!).

Napisałam w tym strumieniu, że potrzeba mi więcej spontaniczności. Takich wyjść po prostu z domu.
Przed siebie, czasem z książką w torbie a czasem po prostu, by się zrelaksować.

Rok temu zrobiłam wiele kilometrów po mieście. Czasem sama, czasem z Gabrysią szukając fajnych kształtów chmur na niebie i obserwując zmieniające się kolory nad nami.

W tym roku dużo piekę. Moi chłopcy są zadowoleni, moi rodzice też.
W sumiie miałam ochotę napisać teraz coś filozoficznego, ale po co?

Trzeba czasem pocieszyć się prostotą, tym, że brownies wyszły mi cudownie, tym, że w końcu przestała mnie boleć głowa i, że złapałam lekką opaleniznę.

I w sumie nie chcę myśleć o bólu tyłka, który miałam cały dzień w związku z tym, że Magis jedzie na rekolekcje.
Tylko staram się cieszyć tym, że mogą jechać, że mają taką możliwość.
I pamiętać, że podjęłam decyzję rok temu o odejściu i, że muszę być konsekwentna.

Jest 23:32. Powinnam iść spać, bo jutro praca znowu na 12h. Może jednak plan naukowy wdrożę już jutro w życie? I może pojadę do pracy na rowerze?

Ile można się kisić i gnić.
Sama się zapętliłam w tych głupich myślach, a teraz muszę się odnaleźć i wyzwolić jakieś pozytywy.

I kurde idę na ten rower. Idę, chcę, muszę, coś we mnie mnie nakręca, że pora się wziąć za siebie i powrócić do tych małych, dużych przyjemności. Sobota rano to będzie idealna pora. Tzn, jeżeli wstanę, a jak znam życie, to zapomnę wyłączyć budzika, to za pewne ruszę się. Jakie masło maślane mi wyszło.

musimy wierzyć, że naprawdę uda się

1 komentarz:

  1. Rower <3 mój zakurzony w piwnicy leży przez moje lenistwo ;(

    OdpowiedzUsuń