środa, 23 lipca 2014

czego się nauczyłam od czterolatki

-Ciocia ciocia! A nas w przedszkolu uczą angielskiego! Łan, tu, trii, fołr, fajw, siiik, sewen, ejk...

-Pola a chciałabyś mieć jeszcze rodzeństwo?
-Tak, ale siostrę, wtedy Albercik nie byłby potrzebny....

-Ciocia, ale trzeba się dzielić! *

-Noo a jak przejdę do Motylków, potem do Żabek a potem do Pczczółek ** to potem pójdę do szkoły! A po szkole pójdę na studia!

-A jak będę mieć dzieci to nazwę je MalcysiOlka!
-Chyba nie, Marcysia i Olek?
-Malcyś i Olka!

-*pokazuje palcem na płytę z piosenkami z Akademii Pana Kleksa* Ciocia bo ta płyta jest chłopakowata!
-a która jest nasza?
-nasza jest księżniczkowa!

-Ciocia nie leż tylko śpiewaj!
(tak, mam zdarte gardło od tego wokalu naszego, mam nadzieję, że moja siostra ma wyrozumiałych sąsiadów)

*w tym momencie dostałam cudownie obślinione chrupki od Poli. Nie mogłam jej odmówić.
** wymowa oryginalna

Od lat 9  miesiąca jednego i 29 dni jestem dumną ciocią. Najpierw był Szymek,  5 lat później wbrew w ogóle jakimkolwiek przypuszczeniom pojawiła się Pola a rok temu szeregi wnuków moich rodziców zasilił Bercik.
A co do tekstów powyżej. Te teksty są tylko z dzisiaj.

W sumie miałam inne plany, ale więzy krwi mimo wszystko wygrały i pojechałam do siostry. I te 4h w towarzystwie tych małych Robaków (generalnie jedynej dziewczynki w wyżej przedstawionym gronie, Bercik męczył mnie tylko przez chwilę, ale jak już to domagał się noszenia na rękach oczywiście wtedy gdy Pola wisiała mi na plecach) było cudowne.

Dzieciaki mogą nauczyć nas o wiele więcej niż się nam wydaje. Dlatego w przypływach samouwielbienia stwierdzam, że bycie najmłodszym dzieckiem w rodzinie miało jednak jakieś zalety (i to tez dla Marcina i Agi). I, że zostanie ciocią w wieku lat 11 też.

Idąc w dorosłość zapominamy o takich chwilach wolności. Dzieciaki nie są aż tak ograniczone, One mówią to co myślą, robią to na co mają ochotę (znowu zostałam przygwożdżona pod ciężarem łaskotek, jakim prawem te Robaki wiedzą gdzie je mam?!) i przede wszystkim niczym się nie przejmują.

Tekst o Berciku wypowiedziany z pełną powagą ustami Poli... Takie rzeczy robią wrażenie. I nieważne, że nie będzie o tym pamiętała za 14 lat. Za 14 lat Bercik będzie biegał jak szalony za jej koleżankami.

Kiedyś na fb pod którymś foto Poli rozgorzała dyskusja przyjaciół mojej siostry, że Mała wygląda tak jak ja, jak byłam mała ( gwoli wyjaśnienia jeżeli ktoś jest niezorientowany to Marcin i Aga są starsi ode mnie o 15 i 14lat).

I rozwaliła mnie poniekąd świadomość, że jak byłam mała to byłam taka jak Pola. Że w sumie miałam wyłożone, gadałam dużo (w sumie zostało mi to do tej pory...) i się niczego nie bałam. A później zdziadziałam.
A później przyszły studia i pozwoliłam, aby pewne rzeczy będące typowe tylko dla dzieciaków wyszły na wierzch.

Dzieci są niewinne. Są też najbardziej obiektywnymi obserwatorami świata. Są nośnikami ogromnych pokładów energii, radości i pozytywnego spojrzenia na świat. Nawet taki wredny Szymek potrafi umilić dzień wrzaskiem "ciocia wstawaj jest jasno, nie można spać!" (powinien się cieszyć, że w okolicach łóżka nie mam nic ostrego a szkoda mi książek na rzucanie w niego nimi).
I najlepsze jest to, że potrafią tym zarażać. Że potrafią do Ciebie podbiec, przytulić się tak, że brak Ci tchu i przekazać Ci w ten sposób jak najwięcej tej swojej energii.

Poza tym nie są w żaden sposób ograniczone. Nikt im nie zabrania mówić na głos tego co myślą, nie muszą się krępować i robią to, co uważają za słuszne.
A i co najważniejsze. To mówią, to, co tak naprawdę myślą.
W sumie jak widać na załączonych wyżej cytatach.

Pola przypomniała mi dzisiaj o paru rzeczach.
Przede wszystkim o tym, że odrobina radości nikomu nie zaszkodziła (zwłaszcza w dniu, w którym ma ochotę się wszystkich pomordować).
Że trzeba mówić to, co się myśli.

A przede wszystkim trzeba być sobą. Nawet wtedy, gdy atakuje Cię szalona dwójka domagając się cospotkaniowej porcji czułości i przytulania się, bo przecież "nikt tak jak ciocia Asia nie umie zabawiać się z dwójką Robaków na raz".
W sumie to z trójką.

I apropo tych życiowych mądrości.
W końcu zrobiłam słoik (firmową dużą szklankę pepsi) dobrych chwil.
Jeszcze tylko znajdę coś w tym rodzaju na marzenia i mogę uznać, że lekcje wynoszone od dzieciaków coś dają i nie idą na zmarnowanie.

Miałam zacząć dzisiaj całki. Jest 21. Mam jeszcze czas :)

A i najmocniej chciałabym pozdrowić i podziękować Malffu za cudowny, epicki i w ogóle urodzinowy prezent. Nieważne, że spóźniony, ważne, że w 120% wyjątkowy <3

A teraz zgodnie z tym, co powiedziała dzisiaj Pola- śpiewam (w sumie to krzyczę) na całe gardło.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz