Ciepłe powietrze wdziera się do mojego pokoju. Wieczorem da się jeszcze przeżyć. O tej porze marzę, aby nagle spadł ciepły deszcz, by to powietrze zelżało chociażby odrobinę.
Z drugiej strony w tym upale wena sama mnie ponosi, moje palce zamiast opleść długopis i przerobić jeszcze raz jutrzejszy egzamin wolą tańczyć po klawiaturze i dać upust temu co gra mi w niemalże we wszystkich jądrach komórkowych mojego ciała.
To co opublikowałam wczoraj napisałam ze dwa dni temu. Nie wiedziałam czy publikować, nie wiem, czy czytasz tego bloga czy nie. Aż w końcu uznałam, że co z tego, że ten tekst jest skierowany do Ciebie. Skoro jest jedną z moich literackich (o ile moje myśli ubrane w słowa można nazwać literackimi) perełek. I, że jestem dumna z siebie, bo odważyłam się to pokazać światu.
Widzisz, uczucia i zamieszanie w głowie też można ubrać w poetyckie metafory. A gdybyś zapomniał to studiuję kierunek ścisły.
A i chcę dopowiedzieć jeszcze jedną rzecz. Chyba ostatnią.
Że się wycofuję.
Cieszę się tymi wakacjami. Tym, że dają mi takie niespotykane, w dużej mierze spontaniczne możliwości. Nie wiem co będzie, jak jutro po egzaminie, jak wsiądę do tej Skody i pojadę na Bezrzecze. Wiem, że będzie to miły czas, wypełniony przede wszystkim rozmową z fantastycznym człowiekiem, który mnie po prostu rozumie. Nie wiem czy to pierwsze i ostatnie spotkanie po grudniu, czy też pierwsze z wielu następnych. W sumie ta niewiedza nie jest taka zła, po prostu pokazuje możliwości, które mogą mieć miejsce w najbliższej przyszłości.
Cieszę się, że w ogóle mam taką możliwość. Nie nastawiam się na nic, chcę po prostu cieszyć się tymi rzeczami, które zaczynają i w sumie dzieją się wokół mnie.
Nie chcę być już tak zamroczona jak ostatnio. Dzieje się wokół mnie dużo, dużo dobra. Niezależnie od tego, czy są to moje kapitalne wyniki badań krwi (we wtorek ludzie na ulicy się dziwnie na mnie patrzyli jak wyszłam z przychodni, ale w sumie to i dobrze! ) czy też to, że moja praca zmieniła się w moją prywatną psychoterapię.
Nie wymagam za dużo od tego lata. Chcę po prostu pomału realizować swoje bliżej nieokreślone (takie jak oglądanie dobrych filmów. Tylko jakie to są dobre?) jak i bardziej konkretne (Pobierowo 19.07!) cele i plany.
Może to zabrzmi niewiarygodnie, ale chcę wrzucić na luz. Jutro jak wyjdę z budynku nowej chemii będę mogła to zrobić.
A co, jak i gdzie mnie potem poniesie... Zobaczymy.
I wanna contact the living
A więc wspaniałych wakacji! ;)
OdpowiedzUsuńWrzucić na luz wcale nie jest tak łatwo. Ciągle się czymś spinamy. Z jednej strony to dobrze, bo nam zależy, ale z drugiej pytanie, czy to wszystko ma sens...
OdpowiedzUsuń