To tyle tytułem chemicznego wstępu, który powinien jakoś tak przybliżyć ideę dzisiejszego postu.
Dawno nie robiłam tzw. mapy życia. Myślę, że dzisiaj wieczorem....
*15iminut później*
Dobra, zrobiłam jednak teraz.
Wbrew pozorom to nie było takie trudne...
Generalnie jest tak, że na nasze życie składają się momenty. Chwile, uczucia, emocje. Może mnie bierze na refleksję, bo jednak te 20ste urodziny dość mocno przeżywam i oaaah (o tym jednak będzie za 2tygodnie).
Te wszystkie momenty, chwile, uczucia, emocje itp. składają się na ludzi, na konkretne relacje i na pewne konteksty życiowe. Czasem dajemy się im za bardzo i nie pozwalamy, aby te najlepsze rzeczy i kontakty rozwijały się w naszym życiu. Jesteśmy zbyt ograniczeni, skupiamy się na pierdołach i powierzchownych kontaktach. I to wcale nie jest dla nas dobre.
Według mnie jest tak, że tym naszym jądrem atomowym jesteśmy MY SAMI. Tymi protonami i neutronami są nasze doświadczenia, nasze cechy charakteru, emocje, które odczuliśmy kiedyś, lub, które nadal odczuwamy. To są rzeczy, które nierozerwalnie nas tworzą. Bez nich tak naprawdę nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy.
Elektrony to rzeczy względne. Niektóre są bardzo blisko nas, niektóre zaś krążą po powłokach walencyjnych gotowe na to, aby uciec, gdy tylko uznamy, że chcemy, by nasze życie było lepsze, albo wręcz przeciwnie, czekają na kolejne momenty itp., aby tylko dobić do tej idealnej konfiguracji oktetu czy czegoś takiego.
Ostatnio mam wrażenie, ze za dużo tych elektronów mi się wymienia. Że z godziny na godzinę jestem w coraz większym potrzasku, że muszę podejmować trudne decyzje i modlić się o coraz większą cierpliwość w stosunku do ludzi, którzy ją już dawno wyczerpali.
Nie chcę czegoś takiego, nie chcę być zależna od tych czynników zewnętrznych, jednak im bardziej nie chcę, tym bardziej się taka staję.
Nie chodzi już o to, że tylu rzeczy w życiu nie spróbowałam, że przez moje zdrowotne problemy jestem w pewien sposób ograniczona. Chodzi o to, że gdy skubnęłam trochę innego świata, tego, do którego nie miałam dostępu zachłysnęłam się tym. Mam wrażenie, że aż za bardzo. Z tym, że jak już się zachłysnęłam, to czasem budziłam się z przekonaniem- okej, było fajnie, ale to nie jest jednak to, to nie tu tkwi esencja mojego życia.
Sęk w tym, że chyba muszę ją na nowo odnaleźć i przypomnieć sobie, czego tak naprawdę chciałam kiedyś od życia. I z tego i z moich obecnych pragnień wyciągnąć to, co najlepsze. Ale najlepsze dla mnie.
Zawsze tkwiłam z boku. Lubię to, bo daje mi większe pole manewru i działania. W Magisie nawet jako animator, na spotkaniach na rekolekcjach siedziałam z boku i mówiłam tylko, jak była moja kolej w kółeczku, rzadko kiedy chciałam przejmować inicjatywę zrobienia czegoś czegokolwiek. Na roku byłam pierwszą osobą, która powiedziała, że starostą na pewno nie zostanie, co skończyło się z tym, że "Oszukać przeznaczenie" mi po prostu nie wyszło.
A z drugiej strony zawsze było takie lekkie ukłucie zazdrości, z tego powodu, że ci, którzy coś robią są na świeczniku. Cholera ja właśnie na nim jestem i to nie jest takie fajne, jak się z boku wydawało. Już nie mówiąc o odpowiedzialności.
Nie chcę nie panować nad tym, co się dzieje w tym moim atomie. Wiem, że wielu rzeczy nie da się przewidzieć, wiele zmiennych nagle ewoluuje w kolejne, ale nie mogę pozwolić, aby te moje protony i neutrony tak ciągle mi się zmieniały w coś innego. Chociażby pod wpływem różnego typu promieniowania.
Co jest złego w znajomościach na jeden dzień i chwilowych emocjach? Wszystko jest przyjemne, a każda rozmowa (no prawie, wyłączymy stąd rozmowy o lol'u xD) kształci i jest dla człowieka dobra. I nawet te najkrótsze relacje mają na nas wpływ, więc proszę mi tu tak nie mówić i nie uciekać od tego <3. Powiedzmy - czy nasz "toast" w słowianinie nie był uroczy? Czy nie było czego wspominać i o czym mówić, mimo że prawdopodobnie nigdy nie spotkamy tamtych ludzi? Cóż, może przykład średni, ale jeszcze za mało ze sobą przeżyłyśmy, abym mogła wypominać inne sytuacje. No chyba, że Twoja cała wypowiedź o tym to jedynie metafora, że nie należy się przejmować ludźmi, którzy nie goszczą na stale w Twoim życiu.
OdpowiedzUsuńDobra, co ja jestem, aby interpretować Twoje posty ;______;
PS. Co to jest mapa życia?
Nuś
Tak bardzo chemiczny post! ale pierwiastek nieśmiertelnego A.R. też jest <3 no chyba, że "oaaah" to przypadek ;)
OdpowiedzUsuń