piątek, 23 maja 2014

zniknąć by nie widziano mnie

A może już zniknęłam.
Nie wiem.
I nie wiem czy chcę wiedzieć.

Wszystko dzieje się obok mnie. Jestem w centrum, załatwiam, ogarniam, ale nic poza tym.
Wszystkie emocje, uczucia są obok. Nie wchodzą we mnie, ja nie odczuwam ich aż tak mocno, ani też nie nalegam na nic.

To jest chyba ten etap, że wszystko mi zwisa.
Tworzenie swojego świata jest chwilami tak żmudne, takie niemalże bezowocne. Czasem frustrujące.

Nie wiem z czego wynika ten st. Ze zmęczenia fizycznego? A może z chęci wagarów od życia?

Jednak udało mi się wydobyć z siebie jakieś uczucia. Łzy smakują chlorkiem sodu. Jestem pod ogromnym wrażeniem.

Staram się. Cieszyć itp. Ale coś każe wygaszać to. Dzisiejsza ekscytacja z powodu dobrego poranka z Mamą przeminęła dosłownie po chwili. A nic nie daje mi tyle radości co gotowanie i pisanie.

Chcę się wyrwać z tego otępienia. Trójjodotyna buzuje, zmęczenie i to ogromne zmęczenie czy co to cholery jest.
Nie wiem. Ale trzyma mnie swoimi mackami, z których nie umiem się wyplątać. To wszystko staje się coraz ciaśniejsze. Coraz bardziej oślizgłe.

A może powinnam przestać się winić. Za to wszystko. Za te wszystkie, wszystkie co do jednego problemy.


Chciałabym też nie wiedzieć tyle o życiu. Mieć może mniej doświadczenia, ale nie patrzeć na wszystko przez pryzmat tej odpowiedzialności.
Musiałam dorosnąć gdzieś w wieku 15/16 lat.  I mam dość.

Za oknem burza. Błagam o to, aby w moim życiu też coś tak trzasnęło.
By lunął deszcz.
I aby ta duchota, która ostatnio jest odeszła w niepamięć, ku czci świeżego, czystego, postburzowego powietrza.


żeby moja ciągła praca nie szła na marne
Ten tekst to esencja.  Esencja mojego myślenia. Tego myślenia na chwilę obecną.

1 komentarz:

  1. Doprawdy, pojęcia nie mam czo tu się wyrabia ;_______;
    Nuś

    OdpowiedzUsuń