sobota, 31 maja 2014

lina

Ostatnie podejście. Zdam i będę miec najwspanialszą tróję w moim indeksie albo nie zdam i będę wisieć ZUT-owi 210zł za analizę i będę mogła mieć max 18pktów kredytu a nie 20.
Skórki przy paznokciach pięknie mi się zagoiły. Każdy, kto chociaż w pewnym stopniu mnie zna to wie, jak potrafią wyglądać. Rozdrapane, z zaschłą krwią.
Co z tego, skoro przed egzaminem Kinga zaczęła mnie prawie bić po łapach, gdy zobaczyła 2 strupy. Jak nie 3. W sumie jest ich coraz więcej.
A było tak dobrze. Było bez ran. I szlag to wszystko trafił.

Ale za to mam w indeksie tróje. 2 najpiękniejsze (póki co) oceny dostateczne, z podpisem najlepszego wykładowcy na świecie. I nie ma co się doszukiwać ironii, Doktor jest cudowny mimo, że za pewne teraz też mnie usadzi. Chociaż staram się wierzyć, że tym razem mi się uda.


Balansuję na granicy. Granicy totalnego załamania nerwowego, dużo głębszego niż po 1 klasie lo.
Jedna część mnie mówi mi, że mam się ogarnąć. Że dam radę, że muszę po prostu wyjść z tego kieratu. Że nie powinnam podduszać każdego, nawet najmniejszego promienia radości i nadziei.
Druga część mówi, że jestem na tyle beznadziejna, że sobie z tym nie poradzę. I, że po co podejmuję jakiekolwiek próby walki z tym.
Balansuję na linie. O wiele łatwiej byłoby mi dosłownie przechylić się i zlecieć. Przecież dojście do celu wymaga stawiania uważnych kroków.

Chciałabym tak operować słowami jak twórczynie moich ukochanych blogów.
Byłoby wtedy łatwiej.

Idę po tej linie. Czasem z niej spadam ale jakimś cudem nie lecę w tej przepaści, pełnej nieokiełznanych duchów.
Czasem mam ochotę  z niej skoczyć i zobaczyć jak to jest tam, w niebycie.

Czasem po tej linie skaczę. Tak jak ostatnio. Sprawdzam jej maksymalne naprężenie (niczym okna w CNBN) i jestem ciekawa czy kiedyś na serio się rozerwie.
Tyle, że w przeciwieństwie do CNBN nie mam wielu tych lin. Mam jedną.


Beztroski uśmiech nowo poznanego człowieka. Po 5 minutach rozmowy stwierdził, że ja wcale nie jestem taka narwana jak twierdzę.
Może nie jestem. Ja może tylko taką siebie samą kreuję.


Dzisiejszy tekst to wymieszanie moich wszystkich stylów, w których się poruszam.
Jeden wielki chaos.
Chaos w mojej głowie ma przełożenie na chaos na blogu. Tragedia. A może i nie tragedia. Nie wiem już.


Bednarki itp mogą im czyścić buty <3

muzyczna historia. moja historia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz