Tak właśnie.
Klin klinem, czyli poniedziałkowy dzień był przepiękny, wczorajszy i dzisiejszy trochę mniej, ale w sumie odpaliłam sobie znowu "Happy" i jakoś ze mnie ciśnienie schodzi.
Szczerze powiedziawszy ostatnio porozpieprzały mi się priorytety i muszę je na nowo poukładać i powciskać we właściwe miejsca w hierarchii ich ważności. Niby wiadomo, że nauka ważna, że praca ważna, że Wiara jest ważna, że przyjaciele ważni. Bo jest to ważne.
Szkoda, że w tej ważności po raz kolejny zapomniałam o zdrowiu. Niby na basen zaczęłam chodzić, rozciągam się kiedy mogę, ale w momencie gdy zobaczyłam dzisiaj minę swojej endokrynolog, zapaliła mi się w mózgu lampka ostrzegawcza- aha, coś mi się ostatnio pozapominało. Już pominę spanie po 5/6h na dobę, gdzie w moim przypadku to taki mimowolny strzał w kolano. Tu po raz nty chodzi o coś więcej.
W tym szalonym pędzie za zaliczeniami, kasą, za każdą sekundą, która tak szybko mija, znowu zapomniałam co jest najważniejsze. I nie chodzi tu tylko o zmęczenie, tylko o moje cholerne nawyki, które narodziły mi się pod wpływem różnych dziwnych sytuacji. Chociażby jak siedzenie po nocach.
Brak szacunku do własnego zdrowia, tak właśnie. Wróciłam do punktu wyjścia z zeszłego roku. Tzn, nie aż tak, ale niewiele mi brakuje.
Poza tym, znowu marnuję czas. Na pierdołki, które mogę zrobić jutro/pojutrze/za tydzień. A nie dzisiaj. Jeszcze tylko przejrzę analityczną, macierze, pochodne i pytania na jutro na zaliczenie z infy i mogę iść spać.
A i oczywiście sprawdzę jak wygląda ergonomiczny kubek i klamka. Pamiętam jak wygląda teczka, ale z tymi dwoma nic mi się nie przypomina.
W ramach przestawiania priorytetów podjęłam kolejną decyzję. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale mam nadzieję, że wyjdą fajne i ciekawe rzeczy. Bo prędzej czy później będę musiała coraz ściślej wytyczać swoją nanościeżkę.
I po raz kolejny to powtórzę. Mam najlepszą Mamę na świecie. Tylko czemu doceniam ją dopiero teraz, mając na karku prawie 20lat a nie wcześniej? Czemu dopiero teraz ogarniam jak bardzo chcę być podobna do niej i do nikogo innego? Przeraża mnie to, że wcześniej tego nie dostrzegałam (tzn. nie w takim stopniu jak teraz), że wcześniej aż za często na Nią marudziłam.
Na szczęście coraz bliżej mi do ideału. I na szczęście dostrzegam coraz więcej rzeczy, które mam po Niej lub są takie jak u Niej.
Lekkiej ręki do kuchni w końcu nie dostaje się tak o ;)
Oklepany radiowy kawałek. Ale mi się spodobał- http://guzlo.wrzuta.pl/audio/89SsyB5wPRX/pharrell_williams_-_happy
I oczywiście najnowsza perełka <3 - good man down
Mamy są najlepsze! Przynajmniej większość mam :)
OdpowiedzUsuń