niedziela, 12 stycznia 2014

aaa pierwsza sesjaaa aaaa zaraz umrę!

Tak. Kocham swój niezwykle subtelny sarkazm i niezwykle ostre i złośliwe poczucie humoru.

Nie, nie umrę. Od sesji jeszcze nikt nie umarł (*chyba). Tzn. tak mi się wydaje. Nie wiem, to będzie moja pierwsza w życiu sesja i też nie wiem czego się spodziewać (poza tym, że odbędzie się pod nazwą "sesja z Ewertem i dodatkami"). W każdym razie, zastanawiam się nad wszechobecną paniką u mnie na roku. Nie wiem, może wraz z Kinią mamy jakieś spaczone podejście, ale, żeby się aż tak denerwować? Robić w majtki z nerwów przed każdym kolokwium i głupią wejściówką? Kiedyś nie miałam takiego podejścia, ale teraz, po przyjściu na wtiich drastycznie się ono zmieniło.
Ja się pytam, PO CO się denerwować. Tzn. wiem, że tuż przed egzaminami z matmy, będę się tak denerwować jak przed ustnym z polskiego (ile ja bym dała, żeby zdawać go jeszcze raz), ale poza tym? Szkoda zdrowia, nie widzi mi się rozstrój żołądka z powodu egzaminów. Nawet jeśli polegnę na matmie (i oczywiście na czwartkowej informatyce <3 ) to co? Drugi termin, a jak nie, to Ewert będzie miał mnie dość od ciągłego łażenia za nim.

Poza tym tutaj pada pytanie: co to jest ta sesja? Czy to jest termin wyznaczony przez ZUT na egzaminy, czy też zaliczeniowy Meksyk, który się rozpoczął dla mnie 8 stycznia (dobra, to było kolokwium, oficjalnie zaliczenia zaczynam jutro)? Nie wiem, ale wydaje mi się, że akurat ta druga odpowiedź jest trafniejsza. Co nie oznacza, że tak jest ;)

Niby fakt, w tym tygodniu zarwę parę nocek, na czele z tą środowoczwartkową, ale noo.. Nie wiem, może na serio mam dziwne i specyficzne podejście, ale nie wyobrażam sobie, żeby już teraz się nakręcać. Bawi mnie podejście niektórych ludzi pt. "nie zdam, nie zdam, nie zdam". Jeżeli tak myślisz, to na serio nie zdasz. Od miesiąca robię sobie afirmację i mówię sobie, że rozwalę tę matmę w pierwszym terminie. Mam nadzieję, że mi się uda. A jak nie, to trudno ;)
Poza tym, nie wyobrażam sobie, że z racji tego szału na zaliczenia mam odmówić sobie jakiś przyjemności. Na przykład pójścia na basen w sobotę, czy odreagowywania w pracy (fakt, uczę się w pracy, ale to tak jak wszyscy studenci u nas, więc nie jestem wyjątkiem). Czy chociażby najzwyklejszym kółku po mszy na 19 z mą Grupą.

Nie wiem,. może na serio powinnam się ogarnąć, ale na chwilę obecną mam do tego wszystkiego może ciut inne podejście niż mój rok. Wiem też, że prędzej czy później ta ich panika zarazi mnie na tyle, że będę na nich jeszcze bardziej klnąć niż teraz.

A na poprawę humoru i pozytywne nastrojenie się, coś, co pomaga mi przy ciśnięciu zadanek z chemii i takich innych (i tym razem to nie jest Alestorm czy Half Moon Run) - kliiik

1 komentarz: