I już widzę uśmiechy, które pojawiły się na dwóch twarzach po przeczytaniu tytułu. A trzecią z nich jestem ja ;)
Książka wpadła mi w łapy przypadkiem w Książnicy- seria Labirynty, deon i te klimaty, ale opis mnie zaciekawił i jakby to rzecz, zainspirował do wypożyczenia. Niby bardziej taka "babska" książka, ale w trakcie czytania miałam nieustanne wrażenie, że znam to skądś. I nie chodzi mi tu o wydarzenia w życiu bohaterek.
Chodzi o same bohaterki.
I o to, co je połączyło.
W skrócie- cała fabuła sprowadza się do opowieści o pewnym wycinku z życia trzech kobiet. Kobiet, które mimo, że są różne, połączyła naprawdę silna więź. Które razem stanowią naprawdę zgrany team, ale jednocześnie pozostają tak na 120% sobą i akceptują siebie takimi jakimi są. Razem dążą do tego, by być coraz lepszymi ludźmi, ale jednocześnie (czasem lepiej, czasem gorzej) radzą sobie ze świadomością, że nie są nieomylne, że mogą upadać. Jednak te upadki pozwalają im wzmacniać więź, same zmieniają się na lepsze, zaś to, Kto im nieustannie towarzyszy w tym wszystkim to oczywiście Bóg. Mimo kryzysów, dziewczyny wyciągają siebie nawzajem z tego, dają sobie niesamowite wsparcie i w tym wszystkim razem trwają.
Kobiety, które są naprawdę różne, każda ma inne, ale jednocześnie dość podobne problemy. Między wierszami tej książki widać, że dają sobie niesamowite wsparcie i, że nie byłyby w stanie bez tego funkcjonować.
Czytając ją, nie mogłam się obyć bez przekonania, że skądś to znam. Może, nie jesteśmy na takich etapach życia, może trochę nam brakuje do przeżyć Sereny, Tawany i Erici, ale uświadomiłam sobie, że w przeciągu ostatnich 4 lat też utkałyśmy taką pajęczynę. Pajęczynę, która z dnia na dzień staje się nie tylko pajęczyną, ale cholernie mocną nicią, czymś, co naprawdę trudno rozerwać.
Każda z naszej trójki to wymieszanie tych bohaterek. Ja sama widzę w sobie i cechy Sereny i Tawany i Erici. I wiem, że moje Dziewczyny mogą to samo powiedzieć o sobie. Trochę nam brakuje do ich stażu, ale jakby nie patrzeć, jesteśmy trochę młodsze.
Ta historia jest bardzo życiowa. Z tym, że to MY tworzymy nasze "wszystkie odcienie pereł". Nie będę pisać o tym jakie, bo to nie jest na to miejsce. Ważne jest to, że my to wiemy i odkrywamy.
Ważne jest też to, że mimo różnych odcieni, to tworzą one coś spójnego. Kiedyś na spotkaniu Magisowym na Czwórce, w maju rok temu, mówiłyśmy o harmonii. Te perły tworzą harmonię. Która daje nam siłę, która daje nam wiele dobra.
Kiedyś sobie zadawałam pytanie pt. czemu musiałam zostać animatorką. To jest chyba jedna z najważniejszych, o ile nie najważniejsza odpowiedź.
Po to, abyśmy odkryły te perły. I abyśmy je ułożyły i utrwaliły w harmonii.
ani czas ani długość tras nie podzielą nas
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz