Tak właśnie. Po wczorajszej kompromitacji przy tablicy u pana Stasia (tak bardzo zadania z zeszłego wykładu, tak bardzo iść pierwsza i tak bardzo się zdenerwować na samo wywołanie!) i zakręconym dniu, który skończył się żaleniem się samej sobie na swój stan konta (tak apropo wizyty w empiku w poszukiwaniu inspiracji prezentowoBożoNarodzeniowych) i zmobilizowaniem się do przeliczenia bodajże 12 czy 14 lim funkcji, dzisiejszy dzień jest zdecydowanie przyjemniejszy (mimo, że wczorajszy też nie był tak kijowy).
Jak w tytule. Wczorajszą niewiedzę na matmie, nadrobiłam wynikiem zaliczenia z chemii (nieważne, że 10 innych osób też miało 5, ważne że JA miałam <3 w sumie to mam...). Mimo, że to podstawy chemii i na chwilę obecną teoretycznie dość proste rzeczy, to i tak jestem z siebie zadowolona, że resztki mojej wiedzy z 2lat rozszerzenia, mi pozostały w tej głowie i, że idzie mi chociaż z tego dobrze.
I mój MMŻ jest najlepszy na świecie. Dzięki sprytnym pdfom mogę w końcu robić Boh. zadania i nie wypalam sobie przy tym oczu, gapiąc się ciągle w ekran mojego biednego, zapyziałego laptopa. A gdyby nie On, to dalej suszyłabym sobie oczy.
Niestety, ostatnio moje reakcje alergiczne, są o wiele intensywniejsze niż kiedyś. Za co się pytam, za co?!
I się cieszę, bo poczta polska nie zawiodła mnie i Malffu a nawet pozytywnie zaskoczyła. Wczoraj wysłałam priorytet o 14 a dzisiaj już dotarł do Gliwic, cóż za szaleństwo i prędkość kosmiczna jak na naszą pocztę polską!
cudne lata 80te <3
Gratulacje Mały Chemiku! :*
OdpowiedzUsuńJeszcze raz napiszę, że jestem duumna ! :*
OdpowiedzUsuń