Moje nowe motto życiowe, którym zainspirował mnie wczoraj P. Ładnie ujmuje moje podejście do życia i jakby nie patrzeć, motywuje do dalszej walki.
Jestem w stanie rozdzierającego i rozkładającego mnie na łopatki szczęścia. Niektórzy określiliby to, stosunkowo niezbyt fortunnie, rzyganiem tęczą. Tęcza jest, ale bardziej można to określić promieniowaniem, chodzeniem z głową w chmurach i cieszeniem się ze wszystkiego, z każdej najmniejszej rzeczy.
Zaczyna budować się we mnie spokój. Taki dobry spokój, który (I hope so) będzie za jakiś czas taki mocny i stabilny, że ciężko go będzie zburzyć. Dzisiejsze koło z fizy uświadomiło mi, te moje wewnętrzne zmiany.
Zmiany na lepsze.
I mam nadzieję, że demonizacja pewnych rzeczy niedługo się skończy, a mój szlaban na picie będzie przez to krótszy.
Kwestia samego szlabanu az tak mnie nie kręci, jak opcja jednak wolnych poniedziałkowych popołudni, zwłaszcza w pierwszej mojej kampanii styczniowo-lutowej.
I lubię takie filozoficzne rozmowy, jak ta popołudniowa z H.
A teraz jazda, przyjemniejsza część tygodnia, koło z chemii i kolejna wejściówka z TI (jakim cudem, mam ich więcej niż zaliczeń z nanotechnologii i takich rzeczy?). Jakby nie patrzeć, po tym kole z fizyki, skończyło się określanie tego tygodnia mianem kijowego i strasznego.
Wystarczy, że wypowiem Twe imię, kiedy wszystko się wali i brakuje mi sił.
"Wszystko jest trudne, nim stanie się proste" - tak mi się skojarzyło z Twoim mottem ;)
OdpowiedzUsuńOd H: <3 Cieszy mnie to bardzo :) I trzymam kciuki za te wszystkie umysłowe wysiłki ;)
OdpowiedzUsuńRzyganie motylkami. <3
OdpowiedzUsuńCiekawi mnie w jaki sposób akurat koło z fizy doprowadziło cię do takich wniosków. :D