piątek, 15 sierpnia 2014

just believe in me

Siedzę. W mieszkaniu, które nie należy do mnie, popijam moją ukochaną ananasową herbatę z nie swojego kubka, obok mnie szaleje nie mój pies a gdzieś tam klimat ludzi, u których teraz mieszkam zadziałał i leżą notatki na wrześniowy egzamin.
Pies na szczęście nie mój, nie lubię robić krzywdy niewinnym stworzeniom a biednej L. i tak się dostaje za mój depresyjny poziom umiejętności w opiekowaniu się zwierzętami.

Mając tak dużo czasu na rozmyślania, rozstrzygam kwestie przyszłości, rozważam różne opcje, zwłaszcza te, które zakładają spełnianie moich największych marzeń, tych, które są jednocześnie ogromnymi wyzwaniami.
Mam wiele takich prywatnych marzeń, pragnę ich tak mocno, a jednocześnie szukam wymówek, które są tak słabe i nie powinny psuć moich wizji.

Wizji, które mogą wydawać się zbyt abstrakcyjne. Które się nie podobają moim bliskim (i już wiem, że Dominika wie o co mi chodzi i szykuje na mnie i na mojego przyszłego Johanesa baty!) i nie tylko im.

Ostatnio prawie wcisnęłam "publikuj" pod pewnym swoim tekstem. Tekstem na temat tego, że "ten typ tak ma".
Ten typ ma to do siebie, że lubi raz na jakiś czas się wyalienować. Czasem przepada na całe tygodnie, czasem tylko na godziny, ale zawsze wraca. Ma też niesamowite szczęście, bo ma tak wyrozumiałych przyjaciół, którzy chyba już dawno na to wpadli, albo się po prostu do tego przyzwyczaili.

I ten typ ma to do siebie, że tak czy siak zrobi coś po swojemu. I wierzę, że stopniowo uda mi się ułożyć plan, dzięki, któremu dojdę tam, gdzie chcę. Niezależnie czy wyjdzie mi wariant A, czy wariant B, czy też wariant C (którego na dobrą sprawę nie mam).

I ten typ tak ma, że jest niezwykle impulsywny. Chce zachować pełną kontrolę, ale jednocześnie tego nie robi, zdaje się na Boga i na to, co przyniosą kolejne dni. 
Mówi A, robi B a w myślach wyzywa się od najgorszych i wie, że musi pokornie wrócić do C, jest znane tylko temu typowi.

Świadomość tego, że to ja przeżywam swoje życie spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Niby oczywista oczywistość i takie to logiczne jest, ale jednak nie. Jednak trzeba to sobie dość boleśnie uświadomić.

Co ja potem będę opowiadała dzieciom? Że byłam na tyle głupia i nie spełniałam swoich marzeń i nie realizowałam swoich talentów i, że stałam w miejscu? Że przegrałam walkę z ciągotami do szlugów (w przeliczeniu pieniądze, za które kupiłabym 2 paczki winstonów jagodowych* + najtańszą zapalniczkę przeznaczyłam na bilet do Warszawy, za kolejne niecałe 3 paczki pall malli mam bilet powrotny, taka fajkowa matematyka jest dobra!), że spędzałam full godzin na facebooku zamiast rozwijać swoje hobby (które nie musi robić wrażenia bo co tam gotowanie i pisanie znaczy np. przy fanach żeglowania czy ludziach o plastycznych uzdolnieniach). Że zamiast stawać się coraz lepszym człowiekiem ja popadałam w swój marazm, przez który czas przelatywał mi przez palce? Że byłam na tyle głupia, że nie wierzyłam w siebie, w swoje możliwości, w swój potencjał i w swój charakter?

Czuję się fantastycznie widząc te perspektywy, to morze możliwości. 
Lubię widzieć wersję A z urozmaiceniami (Johanes!) i wersję B z tymi co weekendowymi kawkami w Gliwicach. Wersja C i D się tworzą.
A jeszcze bardziej lubię to, że to są moje wizje. Że to moje plany.

Przypomniał mi się teraz wpis o rudej sukience. Mnożą się te kiecki, krok staje się coraz szybszy i pewniejszy a w powietrzu pachnie czymś takim nowym. Nie do określenia w sumie, czymś fantastycznym i świeżym.
I mimo, że mogłabym sobie teraz znaleźć full powodów do umartwiania się to pytanie brzmi: po co?

Irytuje i doprowadza mnie do szału wiele rzeczy.
Ale po co się tym dobijać.
Jest dużo więcej radości nawet takich drobnych. To nie jest łatwa droga, często mam ochotę zawrócić, ale po co...?

Idę. Dopijam moją ananasową herbatę w czerwonym kubku nescafe i biorę się do działania.

1 komentarz:

  1. Dobrze zjeść to każdy by chciał, ale zrobić dobre jedzenie nie każdy potrafi... Dlatego Twój talent jest na wagę złota! ;D

    OdpowiedzUsuń