Czasem czuję się super kobieco w dziurawych dżinsach (nie powiem gdzie dziurawych bo nie wypada) i przetartej koszuli w kratę.
A czasem ulubiona sukienka i pełny makijaż mi tego nie dają.
Jak?
I teraz pora zdradzić mały sekret.
Jeżeli stwierdzam, że dzisiaj będę się czuła fantastycznie, to niezależnie od tego co na siebie włożę będzie to widać.
Jeżeli mam beznadziejny humor i jestem sfrustrowana to niezależnie od ilości perfum, kredki na powiekach i stopnia wyprasowania tej cudownej oliwkowej koszuli, będzie po mnie to widać.
Czyli nawiązując do poprzedniego wpisu- wystarczy CHCIEĆ czuć się piękną, wspaniałą i niesamowicie kobiecą.
Czasem wystarczy po prostu coś na siebie włożyć, aby wiedzieć, że "TO JEST TEN JEDEN JEDYNY NAJLEPSZY itp" ciuch.
A czasem ból pleców spowodowany źle dobranymi ubraniami powoduje, że piękno zewnętrzne jest ostatnią rzeczą, o której się myśli.
Pozdrawiam z zieloną pandą pod oczami (po co znaleźć waciki...) i powyciąganym swetrze i legginsach. Teraz czuję się prze kobieco. Zważywszy na to, jak upojna noc na mnie czeka.
Coś w tym jest ;D
OdpowiedzUsuń