poniedziałek, 9 czerwca 2014

fruwam

Kolejny dzień w pracy. Jeszcze z założenia lekko skacowany bo dzień wcześniej z Nusią chciałyśmy się dowiedzieć co wyniknie z wymieszania wybornego Miszela z jeszcze wyborniejszymi Corneliusami, muffinami z czekoladą i ostrymi chipsami.
Takie niepozorne kilkanaście minut.
I ja sobie fruwam. Z radości, ekstazy i ogólnego uniesienia.

W tygodniu był wieczny dół, poza przebłyskami. A bo zaliczyłam ceramiki i wpadły 2 bezcenne ectsy (hihihihi). Albo zdarłam gardło na turnieju międzywydziałowym na AZS i bieganie w fartuchach po sali gimnastycznej niezwykle mnie doładowało. A to tego samego dnia co AZS spotkałam się z Dominiką (jakby to ująć: w końcuuuu!). Aż przyszłam sobie w sobotę do pracy będąc na granicy załamania nerwowego (w sumie jestem na tej granicy od jakiegoś czasu).
I znowu sobie fruwam.
W sumie to nie jest fruwanie. To jest coś takiego, że nie da się tego opisać w żaden sposób.
Bo to i zwiększona wiara w siebie, bo to wiele wiele różnych rzeczy.
W każdym razie nie chcę aby ten stan się skończył. Wierzę, ze to dopiero początek. Co ma być to będzie, ale wierzę, że będzie lepiej. I, że ten przebłysk nie jest chwilowy. I, że będzie trwać. W taki czy inny sposób, ale będzie.

To my rzucamy sobie kłody pod nogi.
Może być naprawdę ciężko, ale są chwile, które motywują by się uśmiechać, by cieszyć się (cytując moją Mamę) jak debil i w sumie funkcjonować.
Może Ci się zwalić ogrom rzeczy na głowę. Ale jeżeli uśmiechniesz się do tego, będzie o wiele łatwiej.

I w sumie jak się uśmiechnęłam to nagle zaczęłam zaliczać pewne rzeczy (audytoria z Hrabiną walcie się na ryj, tak samo jak moja prawdopodobna wrześniowa poprawko <3 ) , łatwiej jest po prostu łatwiej.

Już nie mówiąc o stanie totalnego rozpuszczania się.
Chociażby na widok pięknych 64% z kolokwium zaliczeniowego.
Czy też na wspomnienie. (Nie) Zwykłych cieszących się oczu.

Za radość nie karzą.
Dlatego chcę władować teraz tyle tego w moje życie ile się da.

I z góry przepraszam mój rok za to, ze starosta buja trochę w obłokach. Kiedyś też musi.

There's no other place where you belong


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz