Truskawkowy koktajl powoli zmierza przełykiem do mojego żołądka. Dzienną porcję witamin (po bubble tea i boxem z kfc) zaspokajam właśnie w ten sposób.
Jak są chęci by ruszyć się do biedronki/carfura to są i bananowotruskawkowe albo kiwibananowe. Mniam. Mogłabym żywić się tylko tym.
Naprzemiennie z szarlotką.
Zaskakujące jest to, że kiedy bucha ode mnie szczęściem, kiedy czuję się naprawdę... Generalnie nie umiem tego opisać (ja nie umiem czegoś opisać, wróżę sobie szybki koniec mojej pseudo kariery pisarskiej).
Po prostu mimo, że uczelniany świat mi się wali, znowu mam dość wszystkich ludzi i nie wiem na czym stoję w kwestii pracy, czuję się stabilnie. Czuję, że tym razem nie runę, że teraz zmierza ku czemuś naprawdę dobremu i fascynującemu.
Nie skończyłam myśli. Zaskakujące jest to, że mimo, że mam dużo do powiedzenia, to nie umiem ubrać tego we właściwe słowa
Myśli biegają mi wokół zupełnie innych tematów niż powinny.
Jedyny poradnik dotyczący miłości jaki przeczytałam (poza "Miłość i miłość czyli sztuka chodzenia ze sobą autorstwa małżeństwa Jaroszów, z którym na chwilę obecną polemizowałabym ;) ) to "Randkowanie wg Jane Austen" (wakacje z Austen i chemią, mniam mniam). I czuję taki fajny stan.
Nie wiem co to.
Ale czuję taką stabilność, taką pewność. Sama się plączę we własnych słowach.
Dla bloga to źle.
Dla mnie to niezwykłe.
Dzisiejsze 2,5godzinne wagary od życia były cudowne. Reset, cudowny czas, głupie teksty i jeszcze głupsze skojarzenia i dławienie się galaretkami z bubble tea. I nawet mam jakby mniejsze wory pod oczami.
I nawet byłam w stanie porzucić moje wieczne skąpstwo. Na chwilę, ale jednak.
Jeszcze 18 dni. Oby zleciały. I obym nie umarła w sesji z tęsknoty.
I oby się udało. Bycie solidarną i jak najwięcej wpisów w tym granatowym wyznaczniku moich studenckich osiągnięć.
Tym razem jestem cierpliwa. Tym razem poczekam. I wierzę, że się to opłaci.
niech to co złe weźmie cholera
Zakochanie wszędzie, co ja czytam~!
OdpowiedzUsuńNuś
Szarlotka <3 podeślij trochę na Dolny Śląsk! ;)
OdpowiedzUsuń