Miała być długa.
Taki wał, mimo zmęczenia itp ociekam tak szczęściem i radością, że humoru nie zepsuły mi nawet całki Ewerta, których nie umiem rozwiązać.
Bo w sumie rzuciłam nimi w podłogę, zanim zdążyły mnie do końca zdenerwować i byłam dzisiaj niezwykle zbuntowana w kwestii nauki.
Wystarczy tylko ściągnąć klapki z oczu.
A no i zobaczyć ile mocy jest wokół. Wystarczy obrócić się.
Obracamy się, ale w niewłaściwą stronę.
Wczoraj już płakałam. Zmęczenie wyciekało z każdego otworu w moim ciele, miałam bardzo nieprzytomny wzrok i cudem doszłam domu.
W międzyczasie zachwycałam się Merci, tym, że mamy z Nusią kolejny powód do spróbowania nowych piw. A i, że jest dobrze.
A i jestem zachwycona geniuszem moim i Malwiny. Wrocław będzie nasz! A kiedyś będziesz jeździć do mnie (przez Opole) na herbatę i muffiny do mnie. W sumie zrobię muffiny na nasze spotkanie. Tylko napisz mi jakie chcesz. Wiesz, że kuchnia to jedyne miejsce, w którym nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych.
Cieszę się jak głupia. To trochę niepoprawne jak na kampanię wrześniową, zapracowanie i cienie pod oczami (o avonowskie zamówienie nadchodź!).
W sumie po co trzymać się reguł. Łamanie niektórych, oraz tworzenie nowych jest takie fascynujące.
Zwłaszcza jak pod pretekstem nauki będziemy pić jakieś nowe dla nas piwa. Albo łazić po wrocławskich lumpach i cieszyć się sobą, wyłączonymi telefonami i różowym (na takowy oczywiście liczę) pokojem w hostelu.
Życie jest piękne.
Mimo, że boli. Zwłaszcza fizycznie.
A ciebie nie moge do końca / (kseeerooo)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz