środa, 25 marca 2015

nie było mnie miesiąc?

Nie byłam jeszcze u przedświątecznej spowiedzi. Ale dostałam już pokutę na zaś. Dla tak aktywnego człowieka jak ja, to kara boska siedzieć w domu na tyłku, nie móc czytać (tak, akurat ja nie czytałam, ręka do góry ta osoba, która w to uwierzyła!), oglądać tv, siedzieć przed kompem ani z nosem w telefonie. Czyli generalnie nie robić nic. A ile można spać...?
A wspomniałam już, że pielęgniarka w szpitalu chciała mi skonfiskować telefon? A i, ze o tym, że powinnam się przemóc i nosić okulary przeciwsłoneczne dowiedziałam się dopiero, gdy dostałam wypis? *

Zalałam się nauką fizycznej, bawię się w excelu, uczę się robić szalone wykresy w nim, oraz przypominam sobie jak się różniczkuje (gdyby mój ulubiony doktor matematyki to czytał, byłby ze mnie za pewne dumny). Mówiłam już, jak wygodnie śpi się na encyklopedii chemii fizycznej, znanej pod kryptonimem Atkins ?

Ostatnio stałam się takim no-lifem. Nerdem w sumie. Bo nauka, bo nawet czekając na SOR-ze chciałam się uczyć, bratowa musiała mnie siłą powstrzymać, abym tego nie zrobiła. Mam w tyle głowy (poza tym nieco uciążliwym bólem, który tam tkwi) przeświadczenie, że muszę się uczyć, że jest naprawdę sporo do zrobienia. Im dalej w las tym więcej drzew, a w tym semestrze ZUT napuścił na moją grupę fragment lasu pełny jakiś dziwnych krzewów, bardzo wysokich drzew, które z jednej strony zsypują na nas duże i błyszczące liście, a z drugiej atakują nas cieniutkimi i ostrymi igłami, które usiłują przekłuć naszą pewność siebie, które niosą jakieś dziwne plotki i syfy, które chcą narobić fermentu i podstępnie zrobić nanodziurki w naszym płaszczu odporności.

A z drugiej strony zaczynam się odchamiać. Zamykam ten rok jawnego, niezobowiązującego szaleństwa i szumienia. Może niekoniecznie w takim sensie, jakby niektórzy to widzieli, ale fajnie jest mieć świadomość, że można owe jawne szaleństwo przekuć na inne rzeczy. Na przykład na chodzenie do teatru,  Koncerty też.

Swoją drogą polecam pójście na Pidżamę Porno i niech żałują ci, którzy nie byli na Rocket Festiwal. Ilość siniaków, zakwasów, oraz zdarte gardło świadczyło samo o sobie. Reszta tej imprezy niech pozostanie w naszych wspomnieniach, memach oraz zdjęciach w tle.
 
Nasuwa mi się też pewien pomysł, na zrobienie Brata tego bloga. Brata, o konkretnej idei, która kołuje mi się gdzieś po głowie, nowy początek, z okazji końca roku szaleństw i takie tam.
Ale to spokojnie, jak będzie czas, to powstanie,



1 komentarz: