czwartek, 24 kwietnia 2014

100happydays

Dawno nie pisałam. Za dużo nauki, lekarzów, uczelni i modlitw o chwilę, w której nie będę musiała o niczym myśleć ;)

W każdym razie Marcysia  (pod imieniem kryje się adres jej bloga) zainspirowała mnie do podjęcia małego wyzwania czyli po prostu poszukiwania w każdym dniu chociaż odrobiny radości. Zdjęcia będę wrzucać hurtowo raz na tydzień (tak, jestem leniem śmierdzącym) w czwartki właśnie. Niekoniecznie zawsze o tej porze (poprawki z matmy siema <3) ale będą na pewno :) Codziennie wysyłam Marcysi (co by nie było, że robię w czwartki te wszystkie foty ;) ).

Z góry mówię, że te 3dni są w 2/3 poświęcone matmie, ale cóż, taki mamy klimat.

Dzień 1- 22.04. - Gauss!


Krótka historia tego zdjęcia. Wczoraj miałam zaliczenie z matmy, które poniekąd było moim być albo nie być na tych studiach. Metoda eliminacji Gaussa sprawiała mi ogromne problemy, we wtorek też, co jednak zmieniło się po spożyciu bąbolady z biedronki (tylko 1,29zł, polecam, Komaruu!), która jakimś magicznym i sobie jedynie znanym sposobem wpłynęła tak na mój mózg, że nagle zaczęło wszystko mi wychodzić. Powinno być tutaj zdjęcie czekolady, ale samych okruszków nie chciałam prezentować światu.
W każdym razie wiem już, co będę spożywać praktycznie dzień w dzień przez najbliższe 2 miesiące :D

Dzień 2- 23.04.- Doktorze kocham Cię! 


 Powinnam je obrócić, ale już mi się nie chce (energię trzeba oszczędzać na inne rzeczy). W każdym razie jest to moja mała mapa tego, co muszę jeszcze zaliczyć, aby ten cały I semestr studiów w końcu uznać za zamknięty. Zaliczyłam w sumie najprostszą rzecz (aaah przede mną jeszcze 2 ustne przecież), ale to, że w końcu mi się udało dało mi dużo, dużo satysfakcji. I radości. I mocy. I mimo, że to dla mnie jest powód do dumy (do pięciu razy sztuka?), to jednak dużo zawdzięczam naszemu Doktorkowi. I to bardzo dużo. Mimo wszystko :)

Dzień 3- 25.04- Najlepszy substytut kawy na świecie!


Jeżeli ktoś nie wie, to od paru ładnych (i długich) lat męczę się z pewnymi paskudnymi dolegliwościami związanymi z układem immunologicznym w organizmie. Generalnie mam bana na takie przyjemności jak kawa, czarna herbata, czy też oficjalnie na wszystkie produkty zawierające gluten (nieoficjalnie nie stać mnie na przejście na dietę bezglutenową ;) ). Kawę pijam bardzo rzadko (pozdrowienia dla Malffu za najlepszą kawę na świecie, taka tylko z jej ekspresu w Gliwicach, którą popijam w drodze wyjątku <3) i z reguły zastępuję ją cudownymi substytutami w postaci czekoladowego cappucino marki Mokate, które o ile wiem, nie zawiera kofeiny i, które (teoretycznie) mogę popijać. A zrobione w tym kubku, z obowiązkową słomką stanowi dla mnie namiastkę raju.
Dodatkowym miłym akcentem jest tutaj podkładka z kolekcji od mojego brata i oczywiście notatki na poprawkę z podstaw chemii :)

Mam nadzieję, że uda mi się to realizować tak jakbym chciała.
A i błagam o wybaczenie z powodu nie pisania. Mam pozaczynane z 4 posty, ale nijak nie mogę ich dokończyć.

A i kolejna radość (z wtorku)- pod koniec listopada będzie W SZCZECINIE koncert Eluveitie i Arkony. A tutaj jest jeden z moich najukochańszych kawałków Eluveitie właśnie.


2 komentarze:

  1. "poszukiwanie w każdym dniu chociaż odrobiny radości"? ciekawe ;) też kiedyś coś podobnego robiłam, tylko nazywałam to "szukaniem wielorybów dnia codziennego"; wielorybów, czyli Bożych darów dla mnie (etymologia: książka "Urzekająca") ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. :)

    Bardzo matematycznie się zrobiło :)

    A teraz wyobraź sobie, że faktycznie piszę ten komentarz tydzień temu:
    Fajnie, że ktoś to ze mną robi :) więcej radości jest :>

    OdpowiedzUsuń